fakty i mity o oscarach

Już w niedzielę w Dolby Theatre w Los Angeles odbędzie się rozdanie najważniejszych, a na pewno najpopularniejszych nagród filmowych – Oscarów. Na nocną galę czekam co roku z niecierpliwością i śledzę ją z zapartym tchem, oczywiście co roku oglądam też nominowane filmy zeby wiedzieć o co toczy się ta gra, dlatego w ramach radosnego oczekiwania przygotowałam garść faktów, mitów, ciekawostek i przesądów na temat Oscarów, które interesowały mnie i mogą zainteresować również Was. :)

 

(A już w sobotę zapraszam na bloga po wpis o tym, kto i dlaczego wygra tegoroczne rozdanie!)

 

  1. Nagroda zawsze należy się temu, kto się najbardziej „zmienił” dla roli i kto najbardziej cierpiał na ekranie

Potwierdzeniami tej tezy można sypać jak z rękawa: Eddy Redmayne za rolę chorego na stwardnienie zanikowe boczne Stevena Hawkinga, a w tym samym roku Julianne Moore za rolę chorej na alzheimera, Matthew McConaghey za schudnięcie, a Jared Leto za przebranie w tym samym filmie (Witaj w klubie), Anne Hathaway za obcięcie włosów, a to tylko przykłady z ostatnich trzech lat.

Zmiany mogą być bardzo radykalne, a te związane z dużą zmianą wagi nawet niebezpieczne dla zdrowia. Takie widoczne poświęcenie swojej urody dla roli wywołuje efekt wow. Jednak czy to przygotowanie jest częścią gry aktorskiej? Mam wątpliwości.

 

  1. Nagrody za najlepszy film nie dostanie film bez nominacji za reżyserię.

Jest to wysoce prawdopodobne – chociaż ostatnio taka sytuacja (wygrana w kategorii najlepszy film, bez nominacji za reżyserię) miała miejsce niedawno, bo w 2013 roku nagrodę za najlepszy film otrzymała „Operacja Argo”, jednak w całej historii Oscarów taka sytuacja wydarzyła się zaledwie cztery razy. Mało tego, spośród 87 filmów nagrodzonych za najlepszy film aż 62 zostały docenione również za reżyserię. A tylko dwóch reżyserów dostało nagrodę bez nominacji filmu w głównej kategorii – do tego obie te sytuacje miały miejsce na samym początku przyznawania nagród Akademii – w 1928 i 1929 roku.

Ta zależność pomiędzy nominacją w jednej kategorii a nagrodą za najlepszy film nie dotyczy jedynie reżyserii, ale także scenariusza. W całej historii Oscarów było tylko 7 filmów, które wygrały w kategorii najlepszy film, a nie miały nominacji za najlepszy scenariusz (oryginalny lub adaptowany). Ostatnim takim przypadkiem był w 1997 roku „Titanic”, a wcześniej „Dźwięki muzyki” z 1965 roku.

 

  1. Oscarowa klątwa

To jest tak głupie, ze aż śmieszne. Są ludzie, którzy uważają, że nagroda przynosi pecha aktorom, którzy ją otrzymują. Pech ten może się objawić na wiele sposobów. Jednym z nich jest to, że nigdy już nie zagrają roli na tak wysokim poziomie jak ta oskarowa (co rzekomo spełniło się np. u Renee Zelweger, która dostała Oscara za świetną rolę w filmie „Wzgórze Nadziei”, jednak później nie udało jej się trafić do równie ambitnej produkcji). A jeżeli nie przydarzy się pech zawodowy to na zwycięzcę niestety czeka pech w miłości. Ten rodzaj Oskarowego przesądu ma nawet swoją stronę w Wikipedii, gdzie wypisane są aktorki, które po wygraniu Oscara rozstały się ze swoimi partnerami: https://en.wikipedia.org/wiki/Oscar_love_curse

„Kto nie ma szczęścia w Oscarach ten ma je w miłości” – brzmi romantycznie, co nie?

 

  1. W dostaniu Oscara pomaga akcja PR, którą prowadzą twórcy filmowi wśród głosujących członków akademii

No cóż… faktycznie jakoś tak się składa, że w Oscarach liczą się właściwie tylko wysokobudżetowe produkcje ze znanymi nazwiskami, a rzadko widuje się firmy niszowe, alternatywne. Niektórzy formują z tego zarzut, że leniwi członkowie Akademii za bardzo skupiają się na materiałach reklamowych. Z drugiej strony – trudno znać wszystkie filmy jakie ukazują się w ciągu całego roku, a gali oscarowej z nieznanymi filmami nikt by nie oglądał.  Dlatego w wyborze nominowanych filmów pomagają krytycy filmowi podsuwając członkom Akademii najwartościowsze produkcje. I tu oficjalne lobbowanie się kończy.

Jednak jest faktem, że dystrybutorzy prowadzą kampanie promujące ich filmy „pod Oscara” – wiele osób uważa, że to tak naprawdę tutaj (czyli przy wyborze przez dystrybutora promowanych produkcji) zaczyna się dyskryminacja filmów z czarnoskórą obsadą. Również sami twórcy filmowi prowadzą własne kampanie żeby dostać Oscara. Przykładem może być Anne Hathaway, która w każdej swojej przedoscarowej wypowiedzi, w każdym wywiadzie podkreślała jak trudna i wymagająca była rola Fantine w Nędznikach. Oczywiście nie zapominała o wspominaniu obcięcia włosów i utracie wagi specjalnie dla roli. W jej przypadku wysiłek popłacił i Oscara otrzymała. Jednak sporo kampanii przedoscarowych spaliło na panewce – chociażby promowanie przez Meryl Streep filmu „Sufrażystka”, czy Jennifer Aniston lansująca swoją rolę w filmie „Cake”. Wysiłki osobiste są wspierane przez marketing szeptany uprawiany przez specjalnie do tego celu wynajętych konsultantów oscarowych.

Teraz możemy obserwować intensywną przedoscarową kampanię Leonardo DiCaprio – czy dzięki temu uda mu się otrzymać statuetkę?

 

  1. Dlaczego Oscar nazywa się Oscar?

Tak naprawdę nikt tego nie wie, ale krąży na ten temat kilka historii.

Ja chyba najbardziej lubię tą, że nazwę nadała bibliotekarka i dyrektorka Akademii Margaret Herrick, która powiedziała, że nagroda przypomina jej wujka Oskara. No i ta nazwa się po prostu przyjęła i tak już zostało.

 

  1. Czy można kupić Oscara?

Raczej ciężko byłoby przekupić ok. 6000 członków Akademii Filmowej żeby najpierw zgłosili odpowiednią nominację, a potem na nią zagłosowali. Jednak jeżeli ktoś ma wielki apetyt na statuetkę i pewien zasób gotówki to czasem statuetki są wystawiane na aukcje i można je wylicytować. Dotyczy to jednak tylko statuetek przyznanych przed 1950 rokiem. Od tego roku aktorzy po dostaniu nagrody podpisują umowę, że nie będą jej odsprzedawać – jedyna możliwość pozbycia się niepotrzebnej figurki to oddanie Akademii za symbolicznego 1$.

 

  1. Kategorie gorszego sortu

W Oscarach jest 5 kategorii nazywanych „głównymi”. Są to nejlepszy film, najlepszy reżyser, najlepszy scenariusz oraz najlepsze pierwszoplanowe role damska i męska. Czy to jednak znaczy, że pozostałe Oscary są jakieś gorsze, mniej ważne? Absolutnie nie.

Często w różnych dyskusjach spotykam się ze stwierdzeniami takimi jak „ten film no może nie dostanie Oscara za najlepszy film, no ale chociaż za jakiś montaż albo dźwięk mogliby mu dać”. Tak jakby nagrody poza głównymi kategoriami były jakiegoś rodzaju nagrodami pocieszenia. No nie, nie, nie. Takie głosy pojawiają się głównie w kategoriach, których większość ludzi nie rozumie – montaż, zdjęcia, dźwięk, montaż dźwięku, kostiumy, scenografia czy efekty specjalne. Otóż chciałabym tutaj ogłosić, że te kategorie mają swoich wybitnych twórców, którzy w dużym stopniu wpływają na ostateczny kształt filmu. No bo weźmy taką kategorię efektów specjalnych: czy gdyby zamiast miecza świetlnego w Gwiezdnych Wojnach użyto zwykłych długich świetlówek – efekt byłby porównywalny? Albo gdyby zamiast świetnie wyanimowanego niedźwiedzia Leonardo DiCaprio zostałby zaatakowany przez człowieka w kostiumie niedźwiedzia ta scena byłaby równie przejmująca? (Wtedy kostium niedźwiedzia musiałby być też majstersztykiem na miarę Oscara) No chyba nie. Diabeł tkwi w szczegółach, a za tego diabła odpowiadają prawdziwi artyści z ogromną wiedzą i talentem, których warto doceniać na równi z najlepszymi aktorami.

 

 

0
#Tags
oscary
  • Książkowy Stan Umysłu
    0

    Nie spotkałam się do tej pory z teorią o pechu jaki przynosi zdobycie Oscara 😀 To bardzo ciekawe. Jeśli chodzi o przesąd, że już nigdy nie zagra się roli na tak wysokim poziomie jak ta oscarowa… no cóż, to bzdura oczywiście, spójrzmy chociażby ma Jacka Nicholsona, ale trzeba przyznać, że wielu jest aktorów którym moim zdaniem nagroda trafiła się jak ślepej kurze ziarno, a genialna rola była zupełnym przypadkiem :) Co do rozstawania się z partnerem po otrzymaniu statuetki… Myślę, że związki wśród ludzi Hollywood są tak bardzo nietrwałe, że ich rozpad absolutnie nie ma nic wspólnego z galą, choć nie wątpię, że nie jednemu, po odebraniu posążka sodówka strzeliła do głowy i dotychczasowy partner okazał się nie godzien mianować się kochankiem oscarowej gwiazdy 😀

    • Natalia Szcześniak
      0

      Co do rozpadu związków to na wikipedii jest podobna ilość przykładów potwierdzających tą teze i jej przeczących, tak więc szansa wynosi 50% – albo się rozstaną albo nie 😉 a ja słyszałam tą teorię, bo od kiedy oglądam transmisje oscarów chyba zawsze jest podawana jako jedna z ciekawostek 😉
      dzięki za komentarz!