work life balance

Właśnie do tego miał służyć ten blog – żebym miała work-life balance. W założeniu to miało być takie miejsce, gdzie dzielę się tym, co robię w wolnym czasie, poza architekturą i poza nagrywaniem filmów. No cóż… Jak widać po ilości wpisów, w moim życiu pozaarchitektonicznym niezbyt wiele się dzieje.

 

W ostatnim tygodniu trochę przeholowałam. Pracowaliśmy (i nadal pracujemy) nad kilkoma projektami na raz i nagrywaliśmy bardzo długi i wymagający film. Miałam mnóstwo bardzo różnych zadań do wykonania, działałam dość chaotycznie, a do tego byłam lekko przeziębiona. Zakończyło się to w piątek wieczorem moją pilną wizytą u lekarza. Bo kto nie da rady pracować z przeziębieniem? Ja nie dam rady? No i dałam radę. Tylko, że po takim wysiłku większość soboty przeleżałam nieruchomo gapiąc się w sufit.

 

To było dla mnie zbyt wiele. Dlatego postanowiłam napisać ten krótki poradniczek „Jak się nie zajechać” nie dla Was, moi drodzy Czytelnicy, a dla siebie. Traktujcie te rady z taką samą powagą jak rewelacje doktora Zięby, bo nie jestem specjalistką w zakresie kołczingu, ale wiem co działa na mnie i do czego ja staram się stosować.

 

  1. Co zrobić jeśli czujesz, że atakuje cię jakieś choróbsko, a masz pracę do wykonania?

 

Czy masz gorączkę?

 

Tak – marsz pod kołdrę.

 

Nie, ale jest słabo:

Czy ta praca jest ważna i czy musisz zrobić ją dziś? Co może się stać najgorszego jeśli tego nie zrobisz?

Jeżeli wizja niewykonania tej pracy nie rujnuje całego twojego życia – marsz pod kołdrę.

Jeżeli jest to zadanie o wadze życia i śmierci – pomyśl, czy nie da się go podzielić na sprawy pilne i mniej pilne, które jednak można odłożyć. Pomyśl, czy możesz oddać swoje zadania komuś innemu. Albo czy to nad czym pracujesz jest tak ważne, że w ogóle trzeba się tym zajmować. Jednym słowem – zrób tylko to, co jest absolutnie konieczne i maszeruj pod kołdrę.

 

  1. Te myśli, czyli co zrobić kiedy wieczorem nie możesz się skupić na książce, bo myślisz cały czas o pracy?

 

Czasami to jest OK, kiedy natłok myśli jest elementem pracy twórczej i myślisz o swoim dziele z ekscytacją i motylami w brzuchu. Gorzej jeśli przed zaśnięciem twoją głowę zaprzątają nieodpisane mejle, niepoprawione umowy i inne równie ciekawe rzeczy. To ważny sygnał, bo prawdopodobnie zmierzasz w kierunku chaosu i zawalenia pracą. A niestety, wszystkie rady o wyobrażaniu sobie kształtu oceanu i dźwięków lasu żeby odgonić złe myśli, na mnie nie działają.

 

W moim przypadku rozmyślanie o nienapisanych mejlach świadczy o tym, że nie mam spisanej listy zadań do wykonania. Zazwyczaj wszystkie swoje zadania rozbijam na jak najmniejsze składowe i zapisuję na liście, z której po kolei wykreślam to, co zostało zrobione. Ten nieskomplikowany system planowania zapewnia mi spokój i poczucie, że panuję nad chaosem. Chyba, że akurat mi się nie chce robić tej listy, albo zapomniałam, albo jestem na wyjeździe i wszystkie notatki robię w głowie. W takim wypadku żeby pozbyć się dręczących myśli trzeba wziąć karteczkę, ołówek i spisać zadania do wykonania. Ręcznie, bez żadnych apek i udziwnień. Myśli zapisane to myśli wyrzucone.

 

Jeśli to nie pomaga zawsze warto spróbować z ćwiczeniem fizycznym, które cię zresetuje. Ja lubię robić powitanie słońca.

 

Trzecia metoda pozbycia się wieczornych dręczących myśli to po prostu pójście spać. Bardzo rzadko mam problemy z zasypianiem, bo jeszcze w liceum wymyśliłam sobie metodę szybkiego zasypiania, która może nie jest jakoś szczególnie wyrafinowana, ale działa. Jest ona superprosta – po prostu trzeba przekonująco udawać, że już się śpi. Żeby to zrobić trzeba uspokoić oddech (śpiące ciało charakteryzuje powolne unoszenie się i opadanie) i rozluźnić wszystkie mięśnie od najmniejszych palców, przez kolana i kręgosłup, aż po twarz (nikt nie śpi spięty, przypomnij sobie twarze śpiących współpodróżnych z pociągu). Stosując się do tego aktorskiego zadania jestem w stanie zasnąć wszędzie i o każdej porze.

 

  1. Ciągle tylko ta architektura, filmy, zwiedzanie, a gdzie work-life balance?

 

Kiedyś myślałam, że zbalansowane życie to takie, w którym zawsze od poniedziałku do piątku jest trochę pracy i trochę odpoczynku, a w weekend sam odpoczynek, joga i zen. Jednak im dłużej się nad tym zastanawiałam tym bardziej dochodziłam do wniosku, że takie życie to straszna nuda, a cały ten balans to jakaś ściema. Przecież samo hasło work-life balance zakłada, że praca to nie jest życie. A przecież nic bardziej mylnego – praca to ogromna część życia, szczególnie jeśli robi się to, co się lubi. Dlatego nie oczekuję, że będę miała wszystko odmierzone z aptekarską precyzją. Czasem jest tak, że jest bardzo dużo rzeczy do zrobienia i pracuje się dzień i noc właściwie bez przerwy. I to jest OK. Oczywiście dopóki nie pracuje się cały rok przez 22 godziny na dobę. Ale myślę, że kilka razy w roku można się lekko dociążyć obowiązkami, ważne żeby po każdym wysiłku wygospodarować sobie czas do odpoczynku.

 

Jeżeli macie jakieś swoje sposoby na poradzenie sobie z dużym natłokiem zadań to koniecznie dajcie znać w komentarzu. Chętnie przygarnę jakieś proste rady jak poradzić sobie z życiem, jak odpocząć w dwie minuty, jak chodzić spać o stałych porach itp. Piszcie!

0
  • Dorota Mazurkiewicz
    0

    w 2 minuty to pewnie się nie da, ale polecam np. jogging czy rower:)

    • Natalia Szcześniak
      0

      Od jakiegoś czasu myślę o tym, żeby zacząć biegać. Jak na razie biegam tylko do autobusu 😉

  • 0

    Masz rację, praca to też życie, ale tutaj chyba chodzi raczej o to by mieć czas na (inne, jeśli lubisz swoją pracę) przyjemności, ludzi itd. Podziwiam Twoją zdolność zasypiania! Ja, mając taki natłok myśli w głowie, nie jestem w stanie zasnąć. Muszę przestać myśleć, dopiero wtedy jest szansa, że jednak zasnę :)

    • Natalia Szcześniak
      0

      Cały sekret tej metody polega na tym, że skupiam się na rozluźnieniu i oddechu tak bardzo, że wszystkie inne myśli po prostu znikają. Ja działam zadaniowo – jeśli mam zadanie przekonująco odegrać sen, to robię wszystko żeby to się udało.

    • Anna Nowak
      0

      Gdy skupianie się na oddychaniu to zbyt mało, by wyłączyć natłok myśli to „puszczam sobie w głowie muzykę”. Czyli staram się wyobrazić sobie utwór który bardzo dobrze znam, najczęściej jego zapętlony fragment. Wyobrażanie sobie jednocześnie i muzyki, i słów zajmuje mój umysł na tyle mocno, że nie jestem w stanie jednocześnie myśleć o czymś innym. Gdy jakaś myśl zaczyna wygrywać z muzyką to skupiam się jeszcze bardziej na muzyce.

      • Natalia Szcześniak
        0

        Świetny pomysł! Dzięki!

  • Kamil
    0

    Porządek w kalendarzu :) Zacząłem korzystać od niedawna z programu, w którym mogę wpisywać zadania, priorytety, czas wykonania i wiele innych. Dzięki temu uporządkowałem swój plan dnia, wiem ile czasu potrzebuje na dany projekt i nie zapominam o różnych sprawach. Fajna sprawa :) dzięki temu przynajmniej 2h dziennie mogę urwać