Książkowe porażki

Nie jestem z tego zbyt dumna, ale mam tak, że niektóre książki porzucam, pomimo tego, że są ciekawe, wartościowe i ogólnie takie jak lubię i chcę. Zebrałam dziś swoje porzucone sierotki i zastanawiam się co z nimi zrobić. Na początek, jak na świętej spowiedzi, postanowiłam wyznać wam moją osobistą listę książkowych grzechów. Lista obejmuje tylko pozycje porzucone w zeszłym roku i to te, o których pamiętam.

  1. Wielki Gatsby, Francis Scott Fitzgerald

Wielka literatura, którą czytałam jeżdżąc na zajęcia ponad rok temu. No, ale właśnie, parę razy nie wzięłam kindla do metra, straciłam wątek i po książce. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.

  1. Amsterdam, Russell Shorto

Zaczęłam czytać tą książkę w kwietniu, przed wyjazdem do Amsterdamu. Jest bardzo wciągająca, Russel Shorto traktuje miasto jak bohatera książki, którego z każdą stroną coraz bardziej poznajemy. Fascynująca lektura. Do wyjazdu udało mi się przeczytać połowę, a potem zajęłam się moim dyplomem magisterskim no i wyszło jak wyszło.

Dowód zbrodni.

Dowód zbrodni.

  1. House of Cards, Michael Dobbs

No pierwsze dwa rozdziały, z tego co pamiętam, naprawdę świetne. Cyniczny humor, brudna polityka, ale co z tego, skoro książka towarzyszyła mi tylko podczas jednej podróży metrem? Potem zapomniałam ją ze sobą zabrać i przepadło.

  1. Cesarz wszech chorób. Biografia raka. Siddharta Mukherjee

Zaczęłam czytać w wakacje, a to niestety nie jest lektura na plażę. Poza tym sięgnęłam po tę książkę po dużym wysiłku intelektualnym, jakim było skończenie studiów i tym usprawiedliwiam porzucenie 😉 Uwielbiam książki medyczne i me serce krwawi, że tak łatwo dałam za wygraną. Tym bardziej, że, wstyd się przyznać, porzuciłam „Cesarza” dla „Pogromcy lwów” Camilli Lackberg…

A o to w całej okazałości (3 pozycje na kindlu nie pozwalają się malowniczo sfotografować)

A o to mmoje porażki w całej okazałości (3 pozycje na kindlu nie pozwalają się malowniczo sfotografować)

  1. 19 razy Katherine, John Green

Kończę na książce, którą przerwałam z pełną premedytacją i wracać do niej nie zamierzam (no chyba, że zrobią film :P). Uwielbiam literaturę z gatunku dla młodych dorosłych (young adult) i po przeczytaniu genialnej „Szukając Alaski” i bardzo dobrych „Papierowych miast” i „Gwiazd naszych winy” miałam wobec „19 razy Katherine” dość duże wymagania, którym książka nie sprostała. Nie wiem nawet co w niej było nie tak, po prostu była jakaś nudna, a główny bohater irytujący. Być może po jakimś czasie się rozkręca, jednak tego akurat nie zamierzam sprawdzać.

A wy też tak macie, że porzucacie fajne książki? Macie jakiś sposób jak do nich wrócić?

1+
  • Agnieszka Pawluk
    0

    Niestety, tak się czasami dzieje, że mimo najszczerszych chęci nie dokańczamy książek. To nic strasznego, tak po prostu jest, pisałam o tym nawet u siebie na blogu ( http://ksiazkowy-stan-umyslu.pl/nic-z-tego-nie-bedzie-zostanmy/ ). Sama porzuciłam dzisiaj książkę po 62 stronach. I to jaką! Dzieło mistrza, ochy i achy. Okazało się, że Stephen King i jego „Misery” jest dla mnie nie do przebrnięcia. Pewnie mogłabym się jeszcze pomęczyć, próbować, zmuszać się, ale po co? Skoro na liście jest jeszcze tyle cudowności do przeczytania, po co tracić czas na coś, co nie sprawia nam radości? Zainteresowałaś mnie jedną z książek o której wspomniałaś, a mianowicie „Cesarz wszech chorób. Biografia raka”. Koniecznie musze po nią sięgnąć :)

    • Natalia Szcześniak
      0

      tylko, że z tych książek tylko jedną porzuciłam dlatego, że była słaba. Pozostałe wydają się być świetne!

  • Iga Gotaldowska
    0

    Ja ostatnio też porzuciłam kilka książek z braku hmm ochoty? nastroju? I nie tylko beletrystykę. Na przykład przez jakiś czas polowałam w bibliotece na „Źle urodzone” Springera, a jak już udało mi się wypożyczyć książkę przeczytałam może z 30 stron. Pewnie kiedyś do niej wrócę, ale teraz nie jest jej czas. Mam nawet taką swoją prywatną teorię, że czasami dana książka musi poczekać na odpowiedni moment, że musimy ją porzucić po to, by za jakiś czas (krótszy lub dłuższy) do niej wrócić ze świeżym spojrzeniem. Oczywiście jeśli znowu nas do niej ciągnie, bo jeśli całkiem stracimy zainteresowanie nie ma co żałować. No chyba że jest to lektura, którą „wypada znać”, a której nie jesteśmy w stanie zupełnie przebrnąć (ja tak miałam np. z „Krzyżakami”. Zmora z czasów szkolnych). Wtedy polecam pójście na skróty – dobre są wszelkie streszczenia, recenzje, wywiady ze znawcami tematu. Słowem – dowiedzieć się wszystkiego o książce bez konieczności czytania jej 😀 Fajnie to opisał Pierre Bayard w „Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało?”

    • Natalia Szcześniak
      0

      Sposób na wyrobienie sobie zdania bez czytania – bardzo dobry 😉 całe szczęście nie mam na horyzoncie żadnych zobowiązań czytelniczych, więc spokojnie mogę sobie odpuścić to, co mi nie leży.
      A co do książek, które leżą, ale jakoś nie idzie ich skończyć to chyba też jest tak jak piszesz, że po prostu czekają na właściwy moment.
      Dzięki za komentarz i pozdrawiam :)

  • 0

    Ja większość książek, które porzucam, porzucam z premedytacją. Dobre książki zwykle kończę, bo takiej lektury nie mam ochoty przerywać. :)