pitcairn

Czy nie kusiło was kiedyś marzenie o podróży na samotną wyspę, gdzieś w tropikach z dala od stałego lądu? Wspaniałe historie, Robinson Crusoe, serial LOST, wieczne wakacje na obozie przetrwania potrafią brzmieć romantycznie i uwodzicielsko. A jak naprawdę wygląda życie na niewielkiej wyspie?

Pitcairn to maleńka wyspa o powierzchni zaledwie 4,5km², leżąca prawie na końcu świata, bo na środku Oceanu Spokojnego. Od Tahiti, czyli najbliższego zamieszkałego lądu, dzieli ją ponad 2000 km.

Dlaczego w ogóle ktoś wpadł na pomysł żeby tam zamieszkać?

Historia zaludnienia wyspy to historia wielkiej morskiej przygody, którą opisał w opowiadaniu sam Juliusz Verne. Trzymasztowy statek HMS „Bounty” wraz z załogą został wysłany z Wielkiej Brytanii na Tahiti po sadzonki chlebowca, które miał przewieźć do kolonii brytyjskich w Indiach Zachodnich. Drzewo chlebowca dawało owoce, które mogły być tanim sposobem na wyżywienie niewolników. Wyprawa pod wodzą kapitana Williama Bligha wyruszyła w 1787 roku by po około roku burzliwej przeprawy dobić do wybrzeży Tahiti.

Statek był niezbyt duży, a do tego jedno z pomieszczeń wygospodarowano na sadzonki chlebowca, więc na pokładzie panowała ciasnota. Atmosfery nie poprawiał wybuchowy charakter kapitana. Dlatego kilka miesięcy na tropikalnej wyspie było dla marynarzy spełnieniem marzeń. W czasie pobytu na Tahiti dyscyplina załogi znacznie osłabła, nawiązali bliskie kontakty z mieszkańcami, a szczególnie mieszkankami wyspy.

Decyzja o wypłynięciu w dalszą podróż do Indii Zachodnich wiązała się z długimi miesiącami spędzonymi w ciasnych i wilgotnych pomieszczeniach, na rozkołysanym morzu, pod dowództwem kapitana despoty. Po miesiącu od opuszczenia Tahiti na statku doszło do buntu. Załoga, której przewodził Fletcher Christian przejęła statek, a kapitana wraz z jego najbliższymi mu marynarzami wyrzucono ze statku w szalupie ratunkowej.

Jurni marynarze pozostający na HMS „Bounty” zawrócili w kierunku swoich pięknych Tahitanek. Porucznik Fletcher Christian był świadomy tego, że jeżeli zostaną odnalezieni przez Anglików, spotka ich surowa kara. Dlatego postanowił zwabić na statek około dwadzieścioro Tahitańczyków i wyruszyć na wyspę Pitcairn. Wyspa była odkryta zaledwie 3 lata wcześniej, w 1786 roku i została naniesiona na mapy z błędem, a zatem można było czuć się na niej bezpiecznie.

Po dopłynięciu do wyspy, statek „Bounty” ogołocono ze wszystkiego, co przedstawiało jakąkolwiek wartość, a kadłub spalono. To wydarzenie jest teraz narodowym świętem mieszkańców wyspy Pitcairn i na jego pamiątkę co roku, w dniu 23 stycznia, mieszkańcy symbolicznie palą makietę trzymasztowca.

Szalupa z marynarzami wypędzonymi z "Bounty", "What was happening" ilustracja do Trylogii Bounty, Charles Nordhoff & James Norman Hall, rysunek: N.C. Wyeth, 1940.

Szalupa z marynarzami wypędzonymi z „Bounty”, „What was happening” ilustracja do Trylogii Bounty, Charles Nordhoff & James Norman Hall, rysunek: N.C. Wyeth, 1940.

A tak wyglądała sielanka po zamieszkaniu na wyspie. Ilustracja Morta Kunstlera do powieści "Pitcairn Island" Nordhoff & Hall

A tak wyglądała sielanka po zamieszkaniu na wyspie. Ilustracja Morta Kunstlera do powieści „Pitcairn Island” Nordhoff & Hall, Classics Illustrated 1963

 

Buntownicze dziedzictwo

Obecnie na wyspie żyje ok. 56 osób, w tym potomkowie buntowników. Jedyną miejscowością jest Adamstown, w której znajduje się jeden sklep (otwierany trzy razy w tygodniu), szkoła i kościół. Towarami eksportowymi są miód (podobno najsłodszy na świecie i podobno ulubiony miód brytyjskiej królowej), kawa Arabica, suszone owoce, orzechy, olej kokosowy i znaczki pocztowe, będące gratką dla filatelistów (niektóre z produktów są sprowadzane do Polski i można je kupić pod tym linkiem). Co roku Pitcairn jest odwiedzany przez kilkuset turystów, których wyspiarze goszczą w swoich domach. Szczegóły organizacji takiej egzotycznej podróży można zobaczyć na stronie http://www.visitpitcairn.pn/, a jeżeli macie ochotę zupełnie porzucić cywilizację i zamieszkać na tym końcu świata to możecie wysłać swoją aplikację i po jej pozytywnym rozpatrzeniu dostać kawałek ziemi, na której zbudujecie dom. Jednak zanim się tam wybierzecie warto zapoznać się z tym, co do tej pory opowiedziano o wyspie.

Historia buntu na „Bounty”, a także późniejszych losów wyspiarzy jest niesamowita i była inspiracją dla wielu dzieł kultury. W XX wieku nakręcono pięć filmów opowiadających o buncie, z czego najbardziej znany jest ten z Melem Gibsonem z 1984 roku. W londyńskim teatrze szekspirowskim the Globe wystawia się sztukę na ten temat, a ilość książek – powieści, reportaży, naukowych analiz życia przez kilka pokoleń w małej, odizolowanej społeczności oraz filmów dokumentalnych jest trudna do policzenia.

 

Stamp pitcairn islands 3d.jpg
Znaczek pocztowy z Pitcairn, Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=6100936

 

200 lat izolacji

Jednym z reportaży o współczesnych mieszkańcach wyspy Pitcairn i jednocześnie jedną z najmocniejszych historii jakie kiedykolwiek czytałam jest „Jutro przypłynie królowa” Macieja Wasilewskiego.  wywiad z autorem do przeczytania TUTAJ.

Co się dzieje z człowiekiem, kiedy od 200 lat przebywa w zamkniętej społeczności? Czy wyobrażacie sobie kontynuować znajomości tylko i wyłącznie z podwórka? Jak to jest przez całe życie nie poznać, nie widywać nawet w sklepie czy na ulicy, innych osób niż wasi najbliżsi sąsiedzi? Na te pytania reportaż Macieja Wasilewskiego daje dość makabryczną odpowiedź.

Być może fakt bycia potomkami buntowników, o wybuchowych charakterach, którzy w kilka lat po przybyciu na wyspę prawie zupełnie się pozabijali w wyniku sąsiedzkich konfliktów, wpłynął na mieszkańców tak, że na swojego burmistrza wybrali mężczyznę skazanego za wielokrotny gwałt na nieletnich dziewczynkach?

Brutalna historia, która może wydawać się jednoznacznie zła, a bohaterowie godni potępienia, po przeczytaniu reportażu nie jest już tak oczywista. Autor opisując tragiczne wydarzenia nie oceania ich, a raczej zadaje pytania. Stara się wniknąć w zamkniętą społeczność i zrozumieć jej zasady.

W naszej kulturze, w której wielu ludzi żyje obok siebie, na jednym lądzie, jest oczywiste, że za zbrodnie należy karać, należy osadzać niebezpiecznych ludzi w zamkniętych zakładach, izolować od społeczeństwa, poddawać resocjalizacji. Jednak co powinno się robić w sytuacji, kiedy zbrodni dopuszcza się jedyna „złota rączka” na 50-osobowej wyspie? Kara, która ma dotknąć zbrodniarza dotyka całą społeczność. Tym bardziej, że dla części z tych osób popełniona zbrodnia wcale nie jest zbrodnią. Na wyspie Pitcairn przestępstwem jest zabicie kota czy nieupilnowanie kury, jednak w wewnętrznym kodeksie wyspy nie ma żadnej wzmianki o gwałcie.

Były takie momenty, kiedy myślałam sobie, że to jest fikcja, że takie coś nie mogło się wydarzyć, nie jest prawdą. I zazwyczaj w tym miejscu autor książki umieszczał zdjęcie domu opisywanego bohatera, albo jakiegoś charakterystycznego miejsca akcji. Te fragmenty książki powodowały, że na rękach miałam gęsią skórkę.

Reportaż opowiada o zamkniętej społeczności, która nie chce się integrować ze światem zewnętrznym. Ktokolwiek nie jest potomkiem buntowników z Bounty na zawsze będzie nazywany tam Obcym. A jednocześnie tylko integracja ze światem zewnętrznym i przyjęcie na wyspę nowych mieszkańców może uchronić wyspę od wyludnienia.

 

Wyspa Pitcairn łączy w sobie wiele sprzeczności. Z jednej strony jest to oddzielona od cywilizacji rajska wysepka na środku oceanu, nietypowy cel egzotycznych podróży, a z drugiej to poplątana i niejednoznaczna historia jej mieszkańców. To wszystko jest fascynujące, jeżeli nie przeżywamy tego sami. A dopóki możemy zawinąć się w ciepły koc, mając na podorędziu bliskie osoby, a za oknem szosę rozjarzoną światłami miasta, można bezpiecznie oddać się lekturze przyprawiającej o dreszcze.

 

Stpaulspoint.jpg
Raj na ziemi. By Makemake at the German language Wikipedia, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=1965134

0
  • Iga Gotaldowska
    0

    Świetny tekst, poruszyłaś w nim ciekawy temat! Nigdy się nie zastanawiałam nad tym jak wygląda życie na tak małej wyspie, zwykle oczami wyobraźni widziałam w tym raj na ziemi, a okazuje się że może być najgorszą karą… Uważam, że twoja konkluzja jest jak najbardziej trafna. Dzięki za polecenie reportażu Wasilewskiego, chętnie po niego sięgnę w wolnej chwili. Pozdrawiam :-)

    • Natalia Szcześniak
      0

      W tym przypadku wyjątkowo dobrze sprawdza się powiedzenie, że każdy kij ma dwa końce…
      Dzięki za komentarz! Pozdrawiam :)