pexels-photo-287336

63% Polaków nie przeczytało w zeszłym roku żadnej książki. Też mi coś. Przecież to ich prywatna sprawa co robią w wolnym czasie. Jest mnóstwo form rozrywki – sport, gry komputerowe, filmy, seriale, podróże, muzea, czemu akurat o książki jest taki hałas?

Przecież wszyscy coś czytają

 

Chociażby posty na fejsie, albo artykuły na Onecie albo gazeciepeel. Krótkie notki prasowe przekazujące tylko esencję wydarzeń w ciągu dnia przecież nie mają trzech stron tekstu, a dostarczają informacji. W czym czytanie newsów, czy nawet krótkich artykułów prasowych jest gorsze od czytania książek?

Po pierwsze – długie teksty wymagają skupienia. W czasie, kiedy powszechne jest zjawisko FOMO („Fear of Missing Out”), które generuje potrzebę bycia cały czas na bieżąco ze wszystkimi istotnymi wydarzeniami dziejącymi się na świecie i u znajomych, bardzo trudno skupić się na jednej rzeczy na dłuższy czas. Facebook nauczył nas szybkiego przeglądania informacji, pobieżnie przewijamy informacje na wallu czytając tylko nagłówki, w które i tak nie opłaca się klikać, bo za chwilę się zmienią, a poza tym w dobie post-prawdy i tak nie wiadomo, co z tego wszystkiego jest warte naszej uwagi, więc dzielimy tę uwagę pomiędzy wszystko po trochu. Zostawienie „lajka” jest szybkie i bezrefleksyjne. W odpowiedzi na tę szybkość i pobieżność w odbieraniu świata w Internecie, pojawiło się mnóstwo sposobów na to jak uzyskać produktywność, jak uspokoić myśli, jak się skupić na wykonywaniu jednej czynności od początku do końca, kiedy dookoła jest mnóstwo różnych rozpraszaczy. Przeważnie receptą na nadmiar bodźców jest odłączenie się od technologii i medytacja, albo właśnie czytanie książek. Z książki nie wyskakują powiadomienia komentarzach. Postanowienie o czytaniu książki przynajmniej 20 minut dziennie wyrabia nawyk skupiania się na wykonywaniu jednej czynności.

Czytanie książek poprawia nie tylko koncentrację, ale też rozwija umysł, rozwija empatię, kreatywność, słownictwo. Czytając książki uczymy się skomplikowanych relacji, jakie mogą zachodzić między osobami. Jeżeli znamy jakieś sytuacje z książki, to potrafimy na nie lepiej zareagować, jeżeli podobne przytrafią się nam w codziennym życiu. Dzięki beletrystyce lepiej rozumiemy motywacje i postawy osób, które mają inny styl życia niż my (to się nazywa empatia). Książki pozwalają wejść w relacje o wiele bardziej skomplikowane niż jakikolwiek film, serial czy gra komputerowa. Wyobraźnia, jaka automatycznie otwiera się kiedy czytamy jest nieporównywalna z jakąkolwiek filmową adaptacją – dlatego przeważnie filmy nie spełniają oczekiwań czytelników książkowych pierwowzorów. Dzięki czytaniu rozwija się nasze krytyczne myślenie, czyli po prostu trudniej łykamy propagandę. Więcej pamiętamy i możemy przypominać politykom ich obietnice i przyłapywać ich na kłamstwie.

 

I można by tak wymieniać dłuuugo, dodając, że czytanie ogranicza demencję, ale to wszystko są korzyści dla nas jako czytających. Więc czemu mamy się przejmować tymi książkowymi ignorantami, którzy po prostu nie chcą czytać? Czy warto ich zmuszać? Czy warto się cieszyć, że jesteśmy w elitarnej książkowej niszy i może nawet lepiej, że ta nisza jest coraz mniejsza?

 

Czy chcesz żyć w kraju, w którym nie czyta się książek?

 

Otóż co roku wszyscy lamentują nad stanem czytelnictwa nie tylko dlatego, że to wywołuje kliknięcia moli książkowych, którzy wylewają krokodyle łzy, jednocześnie chełpiąc się swoją elitarnością. Lament jest w pełni uzasadniony, bo czytanie to czynność społeczna. Tak, tak, czytanie ma wpływ na to w jakim społeczeństwie żyjemy.

 

Zaczynając od oczywistości – czytanie uczy krytycznego myślenia, czyli czytającym trudniej jest wcisnąć kit. Ta zależność ma oczywisty wpływ na politykę, która ma wpływ na życie i tu chyba nie ma wątpliwości.

 

Czytanie rozwija empatię, a tym samym zaufanie do innych ludzi. Powszechne czytanie wpływa na powstanie społeczeństwa obywatelskiego, czyli takiego, które potrafi ze sobą dyskutować i współdziałać.

 

Co oczywiste, czytanie to obcowanie z kulturą, osoby czytające częściej korzystają też z innych form obcowania z tzw. kulturą wysoką, czyli częściej chodzą do teatru czy muzeów. A więc czytanie powoduje rozwój kultury wysokiej w innych dziedzinach niż literatura.

 

No i najbardziej namacalny społeczny efekt czytelnictwa – poziom czytelnictwa jest skorelowany z wysokością PKB i innowacyjnością gospodarki. Według raportu Eurostatu z zeszłego roku  Polska znajduje się w ogonie państw o średnim poziomie innowacyjności. Jesteśmy na 28 miejscu w zestawieniu wszystkich państw w Europie, z wynikiem dużo poniżej średniej. Oczywiście, nieczytanie nie jest jedynym powodem tej słabości, ale jest jedną ze składowych, zaraz obok niskich nakładów finansowych na innowacje i niskiego poziomu nauczania (na co zwracają uwagę autorzy raportu).

Czytelnictwo wpływa również na powstawanie i rozwój tak zwanej „klasy kreatywnej”. Jest to pojęcie ukute przez ekonomistę i socjologa Richarda Floridę, który uważa, że to kreatywność jest siłą napędową miast epoki postindustrialnej. Teorie Floridy wywołują kontrowersje, ale łatwo zauważyć, że wykonywanie prostych czynności bardzo często przejmują maszyny, co widać chociażby po samoobsługowych kasach w supermarketach, nie mówiąc już o autonomicznych samochodach, które być może w przyszłości odbiorą chleb taksówkarzom.

Jak powiedział Grzegorz Gauden w wywiadzie z Katarzyną Tubylewicz: „Jeżeli Polacy nie zaczną czytać, Polska przegra konkurencję w Europie i będziemy tu do końca świata skręcać meble i lodówki”.

 

Dlatego warto przejmować się stanem czytelnictwa jeżeli nie uśmiecha nam się życie w kraju, którym rządzą populiści, społeczeństwo jest nieufne, mało kulturalne, a przyrost PKB generują montownie sprzętu.

 

Jeżeli jeszcze nie jesteście co do tego przekonani, to polecam artykuły na temat korelacji sukcesu ekonomicznego i czytelnictwa: http://forsal.pl/drukowanie/854025

https://badzbogatszy.onet.pl/artykuly/chcesz-byc-bogatszy-czytaj.html

http://businessinsider.com.pl/technologie/miejsce-polski-w-unijnym-rankingu-innowacyjnosci/zdskl4f

 

 

A co jest naprawdę przerażające w raporcie o stanie czytelnictwa?

 

Wyniki mogą być zawyżone.

37% Polaków deklaruje, że przeczytało przynajmniej jedną książkę w zeszłym roku. 10% przeczytało więcej niż 7 książek. Ale tylko 45% spośród osób deklarujących przeczytanie przynajmniej 7 książek rocznie potrafiło wymienić 3 tytuły przeczytane w ostatnim roku… Czy czytelnictwo jest w przypadku pozostałych 55% tylko pustą deklaracją? Być może te osoby po prostu zapomniały tytułu tych książek, ale przypomniałyby je sobie gdyby spojrzały na półkę z książkami i mogły powiedzieć – „O! To ostatnio przeczytałam!”. Ja też nie pamiętam wszystkich tytułów przeczytanych książek. Jednak to, że prawie połowa respondentów nie wymieniła mniej niż połowy przeczytanych książek jest zastanawiające.

 

W 22% domów nie ma ani jednej książki.

 

Brak książek staje się powszechną praktyką, a nie powodem do wstydu. W 2014 – 16%, 2015 – 19% – liczba domów bez książek cały czas rośnie. To pokazuje, że książka nie jest już symbolem pozycji społecznej.

Największy wpływ na nawyki czytelnicze ma otoczenie. Czytają otoczeni przez czytających, a nie czytają ci, którzy nie mają w swoim otoczeniu czytelników. Stąd być może zdziwienie wynikami raportu i komentarze typu: „to niemożliwe! Przecież znam mnóstwo osób, które czytają książki, a w księgarni zawsze stoję w kolejce!”. Niestety, z „nie czytelnikami” tworzymy dwie rzadko spotykające się grupy.

 

O 42% w ciągu 15 lat spadła liczba czytających kierowników i specjalistów.

 

Dziś ledwie 56% osób z tej grupy przeczytało minimum jedną książkę w ciągu zeszłego roku. 34% kierowników nie przeczytało żadnego tekstu związanego ze swoją pracą, co oznacza, że jest to spora grupa osób na najwyższych szczeblach kariery, która nie rozwija swoich kompetencji zawodowych przez czytanie. A jednak chyba większość wiedzy cały czas kryje się w tekstach – artykułach z prasy branżowej (też tych publikowanych w internecie) i książkach naukowych i specjalistycznych. Przytoczę cytat z raportu:

„Skoro bowiem kierownicy i specjaliści są najsilniej związani z informacją i wiedzą jako towarami, skoro są forpocztą społeczeństwa informacyjnego, skoro to oni zlecają zadania pracownikom, oceniają ich postępowanie i podejmują decyzje kształtujące w znacznej mierze życia pozostałej części społeczeństwa, ich zaangażowanie w kulturę jest probierzem przekształceń całej kultury. Grupa kierowników i specjalistów jest bowiem w najwyższym stopniu związana z przetwarzaniem informacji, wyznaczaniem kierunków zorganizowanego działania, organizowaniem debaty publicznej, wreszcie z budowaniem innowacyjnej gospodarki.”

Nie wiem jak Was, ale mnie to przeraża.

 

 

Jak poprawić ten stan?

 

Moim zdaniem warto zainwestować trochę w przekształcenie bibliotek.

Architektura wpływa na nasze zachowanie, więc można ukształtować architekturę biblioteki tak żeby sprzyjała przypadkowym odwiedzinom.

Liczba osób korzystająca z bibliotek publicznych stale się zmniejsza, według raportu jest to tylko 13% społeczeństwa (w ubiegłorocznym raporcie było 17%, a w 2012 – 21%).

Trudno się dziwić, biblioteki publiczne często nie są zbyt zachęcające. W miejscowości, z której pochodzę, biblioteka była małym, obleśnym pomieszczeniem, w którym śmierdziało stęchlizną i wszystko było stare, do tego było trudno dostępne – pomieszczenie znajdowało się na piętrze, nie było go widać z poziomu przechodnia. Takie miejsca są w stanie przyciągnąć jedynie wytrawnych czytelników i raczej nie zachęcą do kontaktu z książką kogoś, kto nie czyta. A szkoda.

Raport mówi, że przyciągnięcie osób nieczytających do bibliotek i zachęcenie ich do czytania jest nierealne. Moim zdaniem to jest prawda tylko połowicznie, bo do takich bibliotek jakie mamy trudno jest przyciągnąć szersze grono niż tylko samych czytelników. Jednak jeśli rozszerzy się formuła biblioteki, rozszerzy się też grono jej odbiorców. Biblioteka nie powinna być odrębnym bytem przeznaczonym dla moli książkowych, tylko centrum kultury, także tej rozrywkowej, miejscem spędzania wolnego czasu, oglądania filmów, picia kawy, spotkań z ciekawymi ludźmi, w którym także można znaleźć odosobnione spokojne miejsce do zatopienia się w lekturze. A kiedy wszystkie te aktywności dzieją się w otoczeniu książek łatwo jest po nie sięgnąć.

Po drugie – nie piętnować literatury popularnej.

Według raportu najpopularniejsi autorzy to Sienkiewicz i E. L. James – i dobrze. To, że wykreujemy się na wyrafinowanego hipstera, który tak marnej literatury nawet kijem nie tyka, nie zrobi dobrze dla upowszechnienia czytelnictwa. A prawda jest taka, że „50 twarzy Greya” jest pozycją, która rozpętała w ostatnich latach chyba najszerszą dyskusję o literaturze w Polsce, kraju, gdzie książki uważa się za nudną i snobistyczną formę spędzania czasu.

Jeżeli ktoś nie czyta, to nie zacznie od „Ksiąg Jakubowych” Olgi Tokarczuk, tak samo jak nauki gry na fortepianie nie zaczyna się od wzięcia udziału w konkursie chopinowskim. Czytanie każdej pozycji rozwija, jeżeli nie słownictwo to choćby koncentrację i warto wspierać każdą formę obcowania z dłuższym tekstem.

Po trzecie – jak zwykle wszystko zaczyna się i kończy na edukacji.

Nie będę się rozwodzić nad tym tematem, bo wszyscy wiemy jak jest. Z tegorocznego raportu wynika, że najwięcej czytamy kiedy jesteśmy uczniami, kiedy kończy się spis lektur obowiązkowych – przestajemy czytać. Szkoła nie uczy samodzielnego sięgania po lekturę, fajnie gdyby kiedyś zaczęła to robić.

 

Jeżeli macie jakieś refleksje, opinie, sposoby jak radzić sobie z niskim poziomem czytelnictwa – dajcie znać w komentarzu, ten temat leży mi na sercu, więc chętnie podyskutuję. A jeżeli dobrnęliście do tego momentu to przeczytaliście już 1667 wyrazów, czyli z waszym skupieniem się na lekturze jest bardzo dobrze, gratuluję (i dziękuję, że dobrnęliście do końca mojego marudzenia)!

 

A cały raport o stanie czytelnictwa znajdziecie tutaj.

0
  • 0

    Fakt faktem, że ja też kiedyś dużo więcej czytałam. Za dużo spraw na głowie i człowiek robi tylko to, co konieczne, a odpręża się w sposób, który nie wymaga aż takiego skupienia uwagi..

    • Natalia Szcześniak
      0

      W raporcie jest mowa o osobach, które zarzucają czytanie ze względu na trudny okres w życiu – podjęcie pracy i urodzenie dziecka i autorzy zauważają, że może to mieć wpływ na czytelnictwo. Jednak jak się już życie trochę uspokoi warto wrócić do dawnych przyjemności :)

  • 0

    Mąż dawniej sporo czytał, a z powodu złego stanu zdrowia zarzucił tę czynność na kilka lat. A potem się rozleniwił. I wreszcie udało mi się zachęcić go do „powrotu”. Obserwuję, jak pochłania książki i jak dużą radość mu to sprawia. Po tak długiej przerwie jest niczym wygłodniały wilk. Przyznaje, że tego mu właśnie brakowało. Teraz mamy kolejny temat do dyskusji, możemy rozmawiać o przeczytanych pozycjach i wymieniać spostrzeżenia :)

    • Natalia Szcześniak
      0

      No i super, że wrócił :) Nie chodzi o to żeby się ścigać na ilość przeczytanych książek, bo wiadomo, raz się ma więcej czasu, a innym razem mniej :)

  • Ilona Wróblewska
    0

    Zarówno w moim domu rodzinnym jak w we własnym mieszkaniu mamy całą biblioteczkę, która ciągle się powiększa, dlatego ciężko mi wyobrazić sobie, że w niektórych domach nie ma ani jednej książki. Czytałam i czytać będę, a że nie mam czasu chodzić do biblioteki to kupuję literaturę. Szkoda tylko, że mieszkanie się nie rozrasta wraz z ilością zakupionych książek.
    Ps. A na dowód tego, że czytam na moim blogu pojawiła się pierwsza recenzja :)
    Pozdrawiam,

    Ilona z http://www.cheapholidayperfectstay.blogspot.com

    • Natalia Szcześniak
      0

      Też mam problem z tym, że książek za dużo, miejsca na nie za mało, nawet już zaczynam wpadać na pomysły typu regał na szynach żeby można je było w rzędach ustawiać 😉

  • 0

    Pracuję w liceum. OK, w dobrym warszawskim liceum. Dziś koleżanka-bibliotekarka poprosiła mnie o przeprowadzenie ankiety w jednej z klas (niehumanistycznej). Na 30 osób 27 odpowiedziało na pierwsze pytanie, że lubi lub bardzo lubi czytać. Dwie odpowiedziały, że raczej nie lubią. Jedna – że zdecydowanie nie lubi. Myślę, że nie jest źle. :-) I też popieram postulat, żeby nie posponować literatury popularnej. Czytanie „czegokolwiek” zawsze daje nadzieję, że sięgnie się po coś bardziej wartościowego.

    • Natalia Szcześniak
      0

      U mnie w liceum też wszyscy czytali :) Problem w tym, że patrząc tylko na swoje własne otoczenie nie widzimy obrazu całości.
      Raport mówi też o tym, że wśród młodzieży jest sporo czytelników, którzy po skończeniu studiów przestają czytać, nawet specjaliści nie czytają książek ze swojej branży. Mam wrażenie, że czytanie w szkole czy na studiach wiąże się z obowiązkiem, odrobieniem pracy domowej, przez co nie traktuje się lektury jako po prostu przyjemnego sposobu spędzania wolnego czasu i chyba nad tym trzeba pracować.

  • 0

    Widzę, że przeczytałaś raport w wzdłuż i wszerz 😉 Ja znam niemal na pamięć te z 2014 i 2015 roku, pisałam pracę magisterską nt. promocji czytelnictwa.
    A czytałaś może książkę „Szwecja czyta. Polska czyta”? pod red. Katarzyny Tubylewicz – tam porównywane są rozwiązania upowszechniania czytelnictwa w obu krajach, poruszony jest też temat bibliotek, o których wspominasz, polecam gorąco!
    /Pozdrawiam,
    Szufladopółka

    • Natalia Szcześniak
      0

      Czytałam tą książkę! Była dla mnie bardzo inspirująca, szczególnie w zakresie projektowania bibliotek i możliwości oddziaływania architekturą na społeczeństwo (w samej książce były o tym krótkie wzmianki, ale pobudziły u mnie szerokie przemyślenia ;))

  • Mea Culpa/ Z książką do łóżka
    0

    Ja nie wierzę w te statystki. :) Poza tym każdy ma inne zainteresowania. :)

    • Natalia Szcześniak
      0

      A czy czytanie to „zainteresowanie”? Ja interesuję się architekturą, dlatego czytam książki o architekturze. Jak interesują mnie książki to czytam o książkach

      • Mea Culpa/ Z książką do łóżka
        0

        Tak, dla mnie tak. Nie bez powodu można wpisać to do CV pod „zainteresowanie, hobby”. Oczywiście można to ująć jako „literatura”, ale chodzi mi właśnie o ten sens. Nie wszyscy interesują się literaturą.

        • Natalia Szcześniak
          0

          Ale czytanie powieści to bardziej interesowanie się ciekawymi historiami. Czytanie wpisuje się jako hobby i w domyśle wtedy ma się rozrywkową funkcję czytania, ale są też inne. Chodzi mi o to, że powiedzenie „każdy ma inne zainteresowania” nie jest powodem nieczytania, bo prawie wszystkie zainteresowania rozwija się przez czytanie o nich. Rozumiem o co Ci chodziło, ale wydaje mi się, że wynika to z rozpatrywania czytelnictwa wyłącznie jako rozrywki, a to jest dużo szersze zjawisko, bo obejmuje też rozwijanie zainteresowań i naukę.

  • 0

    Mnie przeraża fakt, że te statystyki są zapewne przekłamane i poziom czytelnictwa w Polsce jest jeszcze niższy.

    • Natalia Szcześniak
      0

      mnie też. Chociaż dla mnie najbardziej dramatyczne jest niedokształcanie się wśród specjalistów…

  • 0

    Stan czytelnictwa w naszym kraju niestety jest tragiczny. Jak już ktoś coś czyta, to albo dla zwykłego lansu, bo coś jest na topie i ludzie po prostu boją się, że w towarzystwie nie podłączą się do rozmowy, albo z musu (jak np. w szkole, na studiach). Osób, które czytają dla siebie, bo to lubią jest bardzo, bardzo mało. Wśród swoich znajomych pewnie nie doliczyłbym się nawet 5 osób, które regularnie sięgają po książki :( Ogólnie temat ten, za sprawą raportu, stał się ostatnio popularny – sam nawet o nim wspomniałem u siebie 😉

    • Natalia Szcześniak
      0

      Moim zdaniem to dobrze, że się o tym mówi, szkoda, że mało się działa. Oczywiście to dotyczy też mnie, bo poza postem na blogu (który przeczytają tylko ci, którzy i tak czytają), nie wiem jak mogę zadziałać dla zwiększenia czytelnictwa.

      • 0

        Ja próbowałem nakłaniać znajomych do czytania, sugerowałem najlepsze
        pozycje z danych gatunków, przedstawiałem zalety danych tytułów i na nic
        się to zdało. Ogólnie wydaje mi się, że jak ktoś już od wcześniejszych
        lat nie wyrobił sobie nawyku czytania, to potem nie da rady go przekonać
        do sięgnięcia po książkę.
        Ja akurat miałem takie szczęście, że moi
        rodzice czytali mi i bratu zawsze książki do snu w dzieciństwie.
        Zaowocowało to tym, że obecnie i ja, i mój brat regularnie czytamy, a w
        domu mamy zbiór liczący spokojnie ponad 1000 pozycji :)

  • 0

    Ja myślę, że trzeci argument, powinien być pierwszym – niechęć do książek młodzież wynosi ze szkoły, gdzie do czytania jest ZMUSZANA, i to do czytania konkretnych rzeczy (nie oszukujmy się, często NUDNYCH rzeczy), a nie, jak napisałaś – zachęcana to sięgnięcia po coś jeszcze… Jak to dobrze, że ja uwielbiam czytać :)

  • 0

    Miłość do czytania przeważnie wynosi się z domu. Dlatego rodzice powinni od najmłodszych lat czytać swoim pociechom. W ten sposób wyrabia się nawyk . Dziwi mnie, że są domy (serio, są) gdzie nie ma ani jednej książki. Nawet takiej z bajeczkami dla dzieciaków. Czasem bywa tak, że nauczyciel zarazi kogoś bakcylem czytelnictwa. Bywa i to jest piękne. Z drugiej strony, co przykre, znam nauczycieli- polonistów, którzy sami nie czytają (bo „naczytali się na studiach”). A skoro nie czytają, jak mają zachęcić młodzież do literatury? Przecież najlepszą zachętą jest bycie przykładem.

    • Natalia Szcześniak
      0

      Na myśl o nauczycielach, którzy „naczytali się na studiach”, dostaję gęsiej skórki…

  • Aleksandra Matecka
    0

    Statystki zapewne są jeszcze niższe .Może niektórych to po prostu nie ,,kręci” . Nie wyobrażam sobie nie mieć żadnej książki w swoim domu.

  • 0

    Osobiście, choć jestem wielką fanką czytania, patrzę na te statystyki przez palce, acz z całą pewnością problem z czytelnictwem istnieje – a niechęć do książek, zaszczepiana w szkole (oj tak!), raczej nie pomaga. Niemniej, z tego co mi wiadomo, do niedawna do „czytania książek” nie zaliczano nawet e-booków, a do dziś nie zalicza się ogromu blogów i artykułów, które czytamy na co dzień…. więc tym bardziej trochę mi ta idea tychże badań ucieka 😉 Ale fakt faktem, książki wartość niosą i warto zarażać innych pasją do czytelnictwa 😉

  • Guesswhatpl
    0

    Z tym czytaniem literatury to różnie bywa. W moim domu rodzinnym bardzo dużo się czytało i można powiedzieć, że ja też to kocham całym sercem. Za to moja siostra – zapomnij, nienawidzi książek, po prostu nie lubi ich czytać. Ja jednak z wiekiem, z całym pracowniczym rozgardiaszem zauważam, że zaczynam mieć coraz to mniej czasu na lekturę. Więc, to też trzeba brać pod uwagę.